Wpisy z tagiem: ja nie myślę

niedziela, 11 marca 2012
Balaclava


Arctic Monkeys - Balaclava

Chyba znów pora stąd uciec. Tym razem uciec gdzieś dalej, gdzieś gdzie emocje są zbiorem pustym i ludzie z natury są chłodni. Moja mizantropia to nic innego jak efekt przebywania z ludźmi wystarczająco uciążliwym, co rzekłbym zwyczajnie głupimi. Rozkochałem się w bezpodstawnych oskarżeniach i szpileczkach w językach ludzi. To wynika z mojej durnej cechy, której kiedyś się pozbędę. Chodzi mi mianowicie o naiwność. I w tym momencie dochodzimy do punktu wyjścia, którym jest moja laudacja do ludzi równie naiwnych co ja. Bowiem oni też musieli kiedyś doświadczyć tego przykrego zjawiska, którego doświadczam teraz ja. Dlatego moi kochani znajomi, jeśli ktoś wypytywałby się mnie o jakieś moje lub nie moje prywatne sprawy, to proszę Was grzecznie: nie obraźcie się jeśli skrócę tę rozmowę i zmienię temat.

ps potwornie wymowny tytuł kawałka i notki.

sobota, 10 września 2011
Lontano I


Tomasz Stańko Quartet - Lontano I

Między prześcieradłem a kołdrą leżę bez ruchu. Boli, drapie i cieknie z nosa. Nuda, nuda, nuda - tak przez cały dzień śpiewał Lesław, a ja potwierdzam. Nuda zżera mnie. Film o czekiście, który w końcu szaleje patrząc na otaczające go zło - nuda. Historia punkowej machiny która do dziś jest poważana i noszona na koszulkach - nuda. Zygmunta Baumana wątpliwości - nuda. Nawet nie chcę mi się (uwaga!) wstać i iść zapalić. Chorowanie to nuda. To patrzenie przez okno, albo obserwowanie pajęczej sieci, która z godziny na godzinę robi się coraz większa w kącie parapetu, gdzie aranea snuje swoje sieci, a wiatr stara się mu przeszkodzić. To sulfarinol - szatańska ciecz z dodatkiem parafiny, która dusi, gdy dostanie się do gardła. Najsmutniejsze jest to, że jesień mi ucieka, a ja jesień lubię i szanuję. Szybko muszę wyzdrowieć i wrócić między żywych.

piątek, 01 lipca 2011
Subway Train


Brygada Kryzys - Subway Train

22:23, wczoraj
Jadę pociągiem relacji Kraków-Świnoujście, na zewnątrz mrzawka. Na pustym korytarzu syszę tylko jednostajny stukot pociągu. Konduktor zaczepia mnie palącego papierosa. "Niech pan zgasi papierosa, to może komuś przeszkadzać", "Przecież tu nikogo nie ma" - odpowiadam. Płacę podatki, czasem i nawet mandat muszę zapłacić, bilety kupuję - porządnym obywatelem jestem, więc zgasiłem papierosa. No i są już Katowice, Qubus Hotel - Wielki Brat. Mrzawka jest niezadowolona, zmienia się w regularny deszcz. Ludzie przemykają na ulicach, pod murami, pod parasolami. Pociąg przeskakuje, resory trzeszczą, wagon się chwieje. "Peron 5" informuje mnie niebieska tabliczka z białym napisem. Znów trochę się chwieje, znów trochę trzeszczy i skrzypi. Nagle wjeżdżamy na stację. Tłum ludzi, bałagan, szarość. Grupki dzieci wciskane przez rodziców do wagonów przez okna, na zmianę z latającymi walizkami. Znów zapalam papierosa, bo ja niedopałków nie szanuję. Albo się nie wypali, albo się wypali. Taki niedopałek to mi się z ludźmi pięknie kojarzy. Wypalony to wypalony, niewypalony to niewypalony, a niedopałek to taka szara masa. Stoję i tak sobie rozmyślam, gdy nadjeżdża kolejny szemrany dupowóz, skrzypiący i jęczący niemiłosiernie, cały pobazgrany i śmierdzący wylanym piwem. Siadam na bardzo niewygodnych siedzeniach, takich profilowanych, czerwonych. Wiem, że mogę zasnąć, bo jedyne co może znaleźć przy mnie złodziej to 10 zł, dwa papierosy i zdezelowany telefon. Wiem też, że nie obudzę się w jakimś niewiadomym miejscu, bo pociąg jedzie tylko do Gliwic. Coś mi strzeliło w biodrze, gdy zbiegałem po schodach w dół do przejścia pod peronami. Kulejąc przemykam na Plac Piastów, sok w sklepie, bo kac o 23 to coś niezwykłego. Zamykam drzwi, zapalam światło i ostatniego papierosa w paczce. Rozbieram się i leżąc palę, bo ja w łóżku lubię palić. Zamykam oczy i w sumie to nic nie pamiętam, a piszę to tylko dlatego, żeby móc sobie przypomnieć.

sobota, 25 czerwca 2011
I'm not human at all


Sleep Party People - I'm not human at all


Tak sobie palę papierosa siedząc. Papieros pali się szybciej niż biegną moje myśli. Są leniwe jak powyższy kawałek. Zaraz rzucę się na swoje wielgaśne łóżko na pół pokoju, zapalę jeszcze jednego, bo obecny papieros pali się za szybko. Mam miętę, świeżą miętę, z ogródka mam tą miętę, wiesz? I gorzką ją piję, bo w sumie to mi nie zależy już na niczym. A co się może stać? Świat? Świat będzie biegł swoim durnym pędem tak jak robi to od tysięcy lat. Czasem się pojawiają takie głupie sytuacje jak rewolucja, głód czy zaraza. Przychodzą i mijają, a potem biedni, młodzi ludzie muszą się o tych pierdołach uczyć, żeby zalicz/zdać. Czym jest historia? Fikcją. Bajką wymyśloną przez tych co przeżyli, widzieli i powiedzili dalej. Na początku było Słowo. Jakie to wszystko banalane. Rzucę sie na łóżko. Rozbiorę się. Założę piżamkę, bo ja śpię w piżamce, tak trochę jak dziecko. Przecież dalej jestem dzieckiem. Tak jak ty i on i ona. Jesteśmy dziećmi we mgle. Masz 70, 50, 30, 20 czy 5 lat. Jesteśmy dziećmi we mgle.