Wpisy z tagiem: jesień

piątek, 25 listopada 2011
Ice Age


Joy Division - Ice Age

Zdewaluowałem lektoraty i wf z korzyścią dla snu. Wczoraj pomyślałem, że 8h snu jest moim marzeniem. Dzisiaj obudziłem się, kiedy nikogo nie było już w domu i dotarło do mnie, że się wyspałem. Hodowla worów pod oczami się zmniejszyła, a nastrój pomimo wydarzeń ostatniego tygodnia zmienił się na lepsze. Świetnie.

Nie zmieniłem statusu związku, nie rzuciłem fajek, noszę te same buty. Jest jednak coś nowego. Nie mam czasu moi drodzy, nie mam go w ogóle. Czas stał się towarem równie deficytowym, co fajki w liceum. Trochę to przykre, ale wiele jest zjawisk przykrych, więc nie mam na co narzekać.

Ciao.

sobota, 22 października 2011
Under Your Wings I'll Hide


Immanu El - Under Your Wings I'll Hide

Siedzę w starym fotelu i piję kawę z kubka, który był prezentem od BP. BP to takie małe państewko, które czasem coś sknoci, ale ogólnie jest w porządku, bo ma zielone logo i fajne kubki można dostać w ichniejszych placówkach. Kubki są kolorowe i przedstawiają uśmiechniętych przedstawicieli różnych europejskich państw. Przy okazji stereotypowo przedstawiają każde z państw, np. Włochy po takiej małej ofercie edukacyjnej z kubka ja osobiście wziąłbym za państwo, w którym gra się jedynie w piłkę nożną, jeździ na skuterach, pije wino i je spaghetti. Wiem to i jestem w pełni świadom, że stereotypy są potrzebne w każdej społeczności, jako wentyl bezpieczeństwa, jednak przy tej wiedzy jestem również świadom niebezpieczeństwa jakie niesie za sobą fałszywe przedstawienie danej społeczności przy pomocy stereotypu jako narzędzie. Jednak dzieci lubią kolorowe przedmioty, dorośli lubią "darmowe" kolorowe przedmioty, a tacy ludzi jak ja nie lubią BP jako wszechmocnego państewka na globalnym rynku. Oczywiście powyższe kilka zdań to subiektywna forma oceny, połączona z muzyką Immanu El jest to wręcz trochę żalu przeklikanego z głowy na klawisze. Jednak najbardziej w tym wszystkim przykre jest to, że piję z kubka marki BP, chodzę w koszuli marki H&M, noszę buty marki Adidas, piszę na komputerze marki Acer, palę papierosy marki Imperial Tabacco, piję kawę marki Nescafe. Jestem chodzącą reklamą i raczej nic nie jestem w stanie z tym zrobić. Na sam koniec przytoczę słowa Slavoja Żiżka: "Jesteśmy plantacjami buntu bez ryzyka, bez winy, dla świętego spokoju". Jestem plantacją buntu, bez cienia szans na realną zmianę zastanej rzeczywistości, hodowaną na globalnym poletku.

sobota, 10 września 2011
Lontano I


Tomasz Stańko Quartet - Lontano I

Między prześcieradłem a kołdrą leżę bez ruchu. Boli, drapie i cieknie z nosa. Nuda, nuda, nuda - tak przez cały dzień śpiewał Lesław, a ja potwierdzam. Nuda zżera mnie. Film o czekiście, który w końcu szaleje patrząc na otaczające go zło - nuda. Historia punkowej machiny która do dziś jest poważana i noszona na koszulkach - nuda. Zygmunta Baumana wątpliwości - nuda. Nawet nie chcę mi się (uwaga!) wstać i iść zapalić. Chorowanie to nuda. To patrzenie przez okno, albo obserwowanie pajęczej sieci, która z godziny na godzinę robi się coraz większa w kącie parapetu, gdzie aranea snuje swoje sieci, a wiatr stara się mu przeszkodzić. To sulfarinol - szatańska ciecz z dodatkiem parafiny, która dusi, gdy dostanie się do gardła. Najsmutniejsze jest to, że jesień mi ucieka, a ja jesień lubię i szanuję. Szybko muszę wyzdrowieć i wrócić między żywych.

niedziela, 04 września 2011
The Achnor Song


Björk - The Anchor Song

Chciałbym chodzić parkowymi alejkami ze słuchawkami na uszach, które wytłumiłyby dźwięki na zewnątrz. Wtedy słuchawki wpuszczałyby do moich kilku centymetrów sześciennych własnego, całkiem prywatnego lorem ipsum, dźwięki starannie wyselekcjonowane z gąszczu pomyłek.
Moje łóżko stało się mi obce. Jest całkiem chłodne i już na mnie nie czeka. Prześcieradło kołtuni się pode mną, a kołdra zamiast mnie oblegać ucieka gdzieś w kąt między ścianami. Może to moja wina, bo jestem nocami zbyt brutalny.
Czasem jestem kometą na orbicie, gdy sunę alejkami zostawiając za sobą warkocz w postaci kłębów wydmuchiwanego dymu. Czasem się nim duszę i tracę orientację, przez co staję się zagubionym obiektem według astronomów. Po chwili konsternacji i głupich spojrzeń dookoła na pozostałe obiekty niebieskie, wsuwam okulary na nos i sunę dalej, aż do zmroku. Wtedy nie sunę alejkami. Wtedy się spieszę i wracam do swojego zimnego łóżka.